Lawenda – od wieków królowa ogrodów i balkonów, która upaja nas swoim kojącym zapachem, odstrasza komary i nadaje domowi nieco prowansalskiego uroku. Ale czy tylko jej wygląd zasługuje na oklaski? Zastosowanie lawendy od dawna wykracza poza estetykę. Co więcej – coraz częściej pojawia się na talerzach smakoszy i eksperymentatorów kulinarnych. Zatem… czy lawenda jest jadalna? Tego dowiecie się poniżej, w aromatycznej podróży przez kulinarne łąki, ziołowe właściwości i lawendowe zaskoczenia.
Królowa nie tylko ogrodu – poznaj kulinarną lawendę
To nie żart – lawenda nadaje się do jedzenia i od wieków używana jest w kuchniach różnych kultur. W szczególności rozkochali się w niej Francuzi, którzy najwyraźniej lubią, gdy ich dania pachną jak torebeczka zapachowa z szuflady babci. Znana odmiana Lavandula angustifolia, czyli lawenda wąskolistna, jest tą, po którą sięgają kucharze z większą śmiałością. Jej delikatny, nieco cytrusowo-kwiatowy smak wprowadza do dań coś, co można nazwać… fiołkową poezją podniebienia.
Co można zrobić z lawendy w kuchni?
Możliwości są niemal tak nieograniczone, jak upodobania ludzi do dziwnych dodatków do lodów. Lawenda świetnie sprawdza się jako przyprawa do mięs – zwłaszcza jagnięciny czy drobiu – stanowiąc ciekawą alternatywę dla klasycznego rozmarynu. Świetnie komponuje się również z cytryną i miodem, co czyni ją doskonałą bohaterką deserów: ciasteczek, lemoniady, lodów czy panna cotty. A jeśli jeszcze nie piliście lawendowej latte, to najwyższy czas – można poczuć się jak w modnej kawiarni w samym sercu Paryża bez wychodzenia z domu.
Lawenda w ziołolecznictwie – czyli fioletowy aptekarz
Poza zaspokajaniem naszych kubków smakowych, lawenda również uspokaja, i to dosłownie. Działa relaksująco, łagodzi stres, ułatwia zasypianie, a także wspomaga trawienie – więc jeśli po kolacji z lawendowym kurczakiem wasz żołądek urządzi serenadę, być może to była uczta zbyt aromatyczna. Z lawendy robi się napary, herbaty i olejki eteryczne, ale też nalewki, które skutecznie poprawiają humor – choć to może być też zasługa procentów.
Jak bezpiecznie używać lawendy w kuchni?
We wszystkim warto znać umiar. Lawenda, choć jadalna, w dużych ilościach może dominować smak dania i zasugerować gościom, że przypadkiem zjedli potpourri z ikei. Wybierajmy lawendę z pewnego źródła – najlepiej z upraw przeznaczonych do celów kulinarnych. Unikajmy bukietów z kwiaciarni i suszu zapachowego – zazwyczaj są pryskane lub nasączane chemikaliami, które bardziej pasują do odświeżaczy powietrza niż do tarty cytrynowej.
Słowo o lawendowych przepisach
Jeśli zastanawiacie się, od czego zacząć kulinarną przygodę z tą uroczą rośliną, spróbujcie na początek lawendowego cukru. Wystarczy zmieszać kilka suszonych kwiatów z cukrem i odstawić na kilka dni – efekt? Magiczny. Posypcie nim naleśniki, dodajcie do ciasta albo do herbaty – będzie inaczej, ciekawie, egzotycznie. W internecie roi się także od przepisów na lawendowe muffinki, lemoniady czy chrupiące ciasteczka. I pamiętajcie – mniej znaczy więcej, zwłaszcza jeśli nie chcecie, by Wasz deser smakował jak worek na mole.
Lawenda lawendzie nierówna
Nie każda lawenda to kulinarne złoto. Odmiany ozdobne różnią się nie tylko kolorem i zapachem, ale również smakiem (i zawartością pestycydów). Szukajcie oznaczenia „culinary grade” lub uprawiajcie własną lawendę – wtedy macie 100% pewności, że nie podsuwacie sobie pod nos chemikaliów w kolorze fioletu.
A więc raz jeszcze – czy lawenda jest jadalna? Tak! Ale jak ze wszystkim w życiu, liczy się umiar i jakość. Wprowadzenie lawendy do kuchni to świetny sposób na dodanie odrobiny romantyzmu i finezji do codziennych dań. Pod warunkiem, że nie przesadzimy – wtedy nawet omlet może zamienić się w perfumerię.
Na zakończenie warto podkreślić, że lawenda to więcej niż roślina z katalogu wnętrzarskiego czy aromatyczny element świecy zapachowej. To również niezwykle wszechstronne zioło, które z powodzeniem konkuruje z bazylią czy tymiankiem na naszych talerzach. Wprowadź trochę lawendowej magii do swoich potraw, eksperymentuj, mieszaj i smakuj, ale pamiętaj – nie wszystko co pachnie jak ogródek, nadaje się do gryzienia. W wypadku lawendy odpowiedź brzmi jednak: zdecydowanie TAK.